czwartek, 11 lutego 2010

W ŁODZI Z DEPECHE MODE

Mój lekki ból głowy i miły szum w uszach przypomina, że jeszcze wczoraj na stadionie Atlas Arena szalałam na koncercie DM. Głos Dave'a i Martina mam na dzieje na długo pozostanie mi w głowie. Po kolei nucę i odtwarzam sobie wszystkie piosenki. Czegoś takiego właśnie mi brakowało. Człowiek jedzie na koncert Depeche, wydziera się na całe gardło aż jest cały czerwony i jest WSPANIALE.

Do Łodzi przyjechaliśmy około 19:00, zadowoleni i pełni entuzjazmu szukamy miejsca parkingowego. Szukamy, szukamy... Powoli zaczynało robić się nie miło. Wzdłuż drogi po obu stronach poustawiane samochody. Fakt, że przyjechaliśmy dość późno. Nie znaczy to jednak, że powinno już brakować miejsca. Stadion liczy sobie 13 tys. miejsc siedzących więc miejsce na parking powinno być dokładnie przemyślane przez organizatorów.Gdy tylko zajęliśmy miejsce, daleko od strefy VIP, przedzieraliśmy się przez polską tundrę ponad godzinę. Ale to nic. W środku, na hali, czekaliśmy tylko pół godziny na wyjście DM na scenę.

Pierwsze brzmi
enia oczywiście z najnowszej płyty Sounds Of The Universe. Coś niesamowitego. Moment wyczekiwania aż pojawią się na scenie - bezcenne. Cokolwiek tu napiszę zabrzmi to pewnie banalnie, bo tego po prostu nie da się opisać i żadne słowa nie dadzą odzwierciedlenia dla emocji wówczas się nasilających z każdą sekundą. To był dopiero początek bo kiedy zagrali kawałki ze swoich starszych albumów, stadion po prostu eksplodował. Pierwsza z nich, zresztą moja ulubiona- Walking In My Shoes ! Dalej leciało It’s No Good, A Question of Time, Precious, World In My Eyes i tu przerwa dla mokrego i zmęczonego Dave'a, na scenie zostaje Martin z zespołem. Przyznam, że tego momentu obawiałam się najbardziej. Jeden z lirycznych kawałków, których nie mogę przełknąć u Martina -Jezebel z nowej płyty, którą wcześniej miałam przyjemność słuchać w Berlinie. A tu miła niespodzianka! Otóż piosenka Insight i moja ulubiona - Home. Dalej poleciało Miles Away a następnie Policy of Truth przy której odbyła się cała akcja z balonami. Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia czy to w ogóle wypali i na jakiej piosence mamy je wypuścić. Pomysł żeby w ogóle zorganizować jakąś ciekawą akcję wziął się zapewne od ostatniego głośnego wydarzenia z biało czerwoną flagą utworzoną na koncercie U2 w Chorzowie. Widocznie polscy fani lubią kiedy u nich jest coś innego. Przyznam, że efekt bardzo ciekawy. Setki kolorowych balonów płynęło z góry stadionu aż w końcu zatrzymały się wszystkie na płycie odbijane w górę przez ludzi stojacych na płycie. Wyglądało to mniej więcej jak podskakujące piłeczki totolotka. Ucieszyła mnie naprawdę dobra kondycja Dave'a, który jeszcze kilka miesięcy temu w Berlinie, ostrożnie stawiał każdy krok, ze względu na swoje zdrowie, wczoraj po prostu tryskał energią. Dalej zagrali In Your Room, I Feel You, Enjoy the Silence, Never Let Me Down Again. Na pierwszy bis nie dali się długo prosić. Pierwszą piosenkę zaśpiewał Martin- Dressed In Black co znowu było dla nas miłym zaskoczniem. Później Stripped, Behind the Wheel i Personal Jesus, przy której się porządnie wybawiliśmy. I to na tyle. Oczywiście, gdyby nie nasza "wspaniała" publiczność zapewne bawilibyśmy się o dwa utwory więcej. Zespół zagrałby 2 bisy! Gdyby ludzie nie zaczęli kierować się do wyjścia jak tylko zespół zszedł ze sceny. Standardowo na tej trasie grają 2 bisy. Na końcu zawsze grana jest piosenka Waiting For The Night.

Zespół rewelacyjny, chociaż muszę przyznać, że brak im kontaktu z publicznością, takiego jaki ma np. U2. Bono, który potrafi jednym gestem, uśmiechem, tekstem porwać zastygłą publiczność i stworzyć niesamowitą atmosferę. Właśnie czegoś takiego Depeche brakuje na żywo, chociaż Martina bym się tutaj mocno nie czepiała. Doczepię się za to do stadionu, na którym odbywał się koncert. Niekiedy słabo było słyszeć głos Dave'a z pod ostrych dźwięków gitary, czasami wydawało mi się jakby grali pod jakimś szklanym kloszem. Na pewno nie każdy się tutaj ze mną zgodzi, zależy to przecież od miejsca w jakim byliśmy. Nie jest to na pewno wina zespołu, po prostu nie mamy odpowiedniego miejsca w Polsce na tego typu koncerty.


Trochę tu na końcu pomarudziłam, nigdzie przecież nie może być idealnie. Mimo wszystko jednak jest to wydarzenie tak wspaniałe, tak magiczne, że człowiek przez najbliższy tydzień nie myśli o niczym innym.

wtorek, 12 stycznia 2010

Sylwester za nami...


Sylwester już za nami. Wrażenia jakie, słyszy się w Nowym Roku po wielkiej minionej nocy bywają różne. Dla jednych najlepsza impreza w roku dla innych rozczarowanie, jeszcze innym urwał się film i w ogóle nic nie pamiętają :) Nie każdy czeka na ten dzień z utęsknieniem, jak niektórzy mówią - zmiana daty i tyle. Do tego dochodzi marudzenie gdzie pójść? Z kim? W związku z tym, że mój własny sylwester nie był spełnieniem moich marzeń postanowiłam w oparciu o doświadczenia innych napisać co i jak o sylwestrowych zabawach tak na przyszłość żeby w roku 2010/2011 wiedzieć gdzie spędzić dobrze sylwestra.


Najlepiej na prywatce
Najczęściej właśnie spotykałam się z opinią, że najlepsze imprezy to nie co innego jak „domówki”, czyli imprezy w domu. W sumie się zgadzam, najważniejsze to pytanie - u kogo? Najlepiej oczywiście w gronie znajomych gdzie będziemy się czuli swobodnie. Żeby każdy pamiętał - nigdy nie wciskać się na siłę do kogoś, kogo ledwie znamy, bo potem się okazuje, że muzyka nie taka do picia nie ma nic innego jak tylko alkohol i tonik, a ciepłe danie to wielka paczka sodowych paluszków z Biedronki. W ogóle to najlepiej uzgodnić wcześniej z organizatorem co i jak. Nie będę tu podawała przepisu na udaną domówkę sylwestrową i tak najważniejszym i najistotniejszym składnikiem jest towarzystwo i miłe nastawienie na zbliżający się wieczór.

Sylwester z profesjonalną firmą usługową
Taki sylwester może się okazać całkiem niezły. Z góry płacisz niczym się nie przejmujesz i balujesz. Jedyne czym się martwisz to w co się ubrać i czy makijaż dotrzyma do północy. Bywają jednak różne wpadki i nieporozumienia z firmą organizującą. Chociażby ostatnio usłyszałam, że zamiast obiecywanej w umowie orkiestry była muzyka puszczana prosto z płyty, a na talerzu zamiast pysznego ciepłego dania, pojawił się zimny i dziwnie wyglądający obiekt, z napisem - to jest kotlet. Nie każdy wie, że nieudaną imprezę sylwestrową można zareklamować. Dokonując płatności za zabawę sylwestrową, w najprostszy sposób zawieramy umowę. Niedociągnięcia przez organizatorów bywają bardzo często, dlatego warto wiedzieć, że nie jesteśmy później bezsilni.

Sylwester na powietrzu
Od wielu lat w większych miastach w Polsce - Krakowie, Warszawie, Wrocławiu czy też w Poznaniu - organizowane są imprezy sylwestrowe na wolnym powietrzu. Ponoć to właśnie w tym roku dla naszego Krakowa przysługuje trofeum największego sylwestra w Europie. Trudno się dziwić. Nowy rok w Krakowie został faktycznie przyjęty z wielką pompą. Jak co roku zgromadził tłumy polskich i zagranicznych turystów. Nie zabrakło obiecanego wcześniej pokazu pirotechnicznego i największego w Polsce confetti show. Gwiazdą wieczoru była Agnieszka Chylińska z repertuarem nowej płyty Disco Polo. Nie wiem czy zdecydowałabym się na taki sylwester. Prawdopodobnie bym zamarzła albo wcześniej dostała od kogoś butelką po głowie. Wszystko się może zdarzyć. Na pewno wielkim atutem takiej zabawy jest to, że można posłuchać sobie muzyki na żywo no i oczywiście bawimy się za darmo.



Chyba najlepszym sposobem na spędzenie udanego sylwestra jest po prostu wczesna organizacja. Dla tych którzy lubią mieć wszystko pod kontrolą zapraszam na stronę http://www.centrum-sylwestrowe.pl/o-serwisie.html




poniedziałek, 23 listopada 2009

Nergal - najlepszy polski “towar” eksportowy

Naprawdę nazywa się Adam Darski i jest obecnie najbardziej barwną postacią polskiego metalu. multiinstrumentalista i kompozytor, lider death metalowego zespołu Behemoth.
Behemoth jest wizytówką polskiej sceny metalowej na świecie, choć sami Polacy o tym nie wiedzą.






Nergal to pierwszy wykonawca w historii polskiej muzyki rozrywkowej, którego wydawnictwo znalazło się na liście sprzedaży Billboard z płytą "The Apostasy" w 2007 roku, gdzie zadebiutowała na pozycji 149, oraz z płytą Evangelion” na pozycji 56 w 2009 roku, która obecnie bije rekordy sprzedaży za Oceanem.


Osobiście nie słucham tego typu muzyki ale jest to sukces autentyczny i na miarę światową więc irytuje mnie zupełna cisza w polskich mediach, które w końcu entuzjastycznie donoszą o każdej najgłupszej pierdole jaka przytrafi się polskiemu wykonawcy za granicą.
W roku 2008 roku Ryszard Nowak rozpoczął swoją wielką krucjatę przeciwko zespołowi i złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Według Nowaka, Adam "Nergal" Darski dopuścił się obrazy uczuć religijnych innych osób, dokonując zniszczenia egzemplarza Biblii, podczas koncertu w gdyńskim klubie Ucho we wrześniu 2007 roku.
Ok to już przestaję się dziwić. W takich okolicznościach w naszym poprawnym kraju zespół super rozgłosu mieć nie będzie :) A sio duszo nieczysta !



Nergal komentuje ostatnie sukcesy: Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że Behemoth będzie na okładce największego amerykańskiego magazynu metalowego, uznałbym to za żart, ale wygląda na to, że niemożliwe stało się prawdziwe!

niedziela, 8 listopada 2009

Jedyny taki ojciec na świecie

O tej wspaniałej historii dowiedziałam od znajomego i od razu wiedziałam, że jest to świetny temat na mojego bloga. Po jej usłyszeniu po prostu wcisnęło mnie w fotel. Czy myśleliście kiedyś o wzięciu udziału w maratonie? Ja chowam głowę nawet, kiedy słyszę o Biegu Skrzata organizowanego w szkole. A co powiecie na prawdziwy maraton, pchając przy tym wózek inwalidzki z dorosłym człowiekiem?


Historia ta zdarzyła się w Winchester, Massachusetts kiedy w roku 1965 urodził się Rick Hoyt. Chłopiec w wyniku niedotlenienia mózgu, w trakcie wyjątkowo trudnego porodu, rodzi się sparaliżowany a jego mózg zostaje poważnie uszkodzony. Lekarze wiedzieli, że dla Ricka nie ma nadziei na normalne życie. Mówili, że chłopiec nie będzie mógł kontrolować ani swojego ciała ani umysłu. Rodzice nie dali jednak za wygraną. Ojciec Ricka -Dick był przekonany że Mózg syna pracuje ponieważ ewidentnie reagował na otoczenie. 10 lat później Dick zabrał swojego syna na uniwersytet, w którym faktycznie udowodniono pracę mózgu chłopaka. Jakiś czas później Rick mógł kontaktować się z otoczeniem. Specjalny system komputerowy pozwalał Rickowi na rozmowę przy niewielkich ruchach głową. Można sobie tylko wyobrazić jak diametralnie zmieniło to życie całej rodziny. Po pewnym czasie Rick zaczął chodzić do szkoły. Rodzice starali się aby ich syn choć trochę poczuł, że jest zdrowym chłopcem.

Przygoda Ricka i Dicka zaczęła się od biegu charytatywnego organizowanego przez szkołę na rzecz sparaliżowanego kolegi, który uległ ciężkiemu wypadkowi. Rick nie musiał długo namawiać ojca aby wystartować w biegu. Dick biegł pchając wózek inwalidzki swojego syna trasą maratonu i razem udało im się go ukończyć. Po tym wydarzeniu syn powiedział Dickowi, że czuł się całkowicie pełnosprawny, jakby on sam pokonał maraton. Te słowa na zawsze zmieniły życie ojca. Trzeba wiedzieć, że Dick wcale nie był wysportowanym i wygimnastykowanym człowiekiem, wręcz przeciwnie. Ale czego Dick nie zrobiłby dla swojego syna? Codziennie znalazł czas na to aby poćwiczyć. Często pokonywał z synem długie trasy na rowerze, w biegu albo wspinaczką po górach, wszystko po to aby syn poczuł się normalnie. W miarę upływu czasu wspaniały duet, był gotowy na prawdziwy maraton. Był rok 1979 kiedy razem wystartowali w Bostońskim Maratonie. Byli dla siebie źródłem energii, dopingu i motywacji. Cały czas łapali okazje do tego aby pobiegać. Upłynęło 5 lat intensywnie spędzanego czasu na maratonach. W końcu przyszedł czas na prawdziwe wyzwanie - triatlon, czyli bieg, pływanie i jazda na rowerze. Jak to możliwe? Mało kto odważy się przepłynąć samemu 4 km, 42 km biegu i 180 km na rowerze. Dick wraz z synem zrobił to 216 razy !! Podsumowując ich osiągnięcia w 2008 roku, dochodzą do tego jeszcze 25 duatlony, 66 maratony i 26 Bostońskich maratonów . Dziś Dick Hoyt ma wspaniałą kondycję, której zazdrości nie jeden 69 letni człowiek.

Ta historia po prostu zwala człowieka z nóg. Aż głupio się robi kiedy pomyślę sobie jak wielu rzeczy mi się nie chcę, z ilu rezygnuję albo wydaje mi się, że nie jestem w stanie zrobić - za to powinnam dostać porządnego kopniaka. Wielki ukłon w stronę Dicka i Ricka. Takiego ojca tylko pozazdrościć.

piątek, 23 października 2009

U2 na żywo tylko dla wybranych

Z wielką radością przyjęłam informację o tym, że już w najbliższą niedzielę 25 października grupa U2 da koncert na stadionie Rose Bowl w Pasadenie, mogącym pomieścić 96 tysięcy widzów. To o tyle wyjątkowe wydarzenie, że będzie można je obejrzeć w bezpośrednim przekazie w serwisie YouTube, jak się okazało nie w Polsce...

Moje potrzeby jako wielbicielki zespołu U2 zostały już w tym roku zaspokojone. Miałam to szczęście, że byłam obecna na niezapomnianym koncercie w Chorzowie. Nie ma wątpliwości - u2 potrafi pokazać prawdziwe show. Przed tegorocznym koncertem Bono powiedział dziennikarzom "Ostatnio, kiedy tu byliśmy, wydarzyło się coś absolutnie wyjątkowego. Zobaczymy czy piorun może uderzyć dwa razy w to samo miejsce". Po pierwszych minutach koncertu nie mógł mieć już żadnych wątpliwości. Stadion po prostu eksplodował z nadmiaru emocji. Do sceny miałam zaledwie 6 m. Przecierałam oczy i nie mogłam uwierzyć - totalne szaleństwo. Nikt nie mógł ustać w miejscu. Chwili zagrania New Year's Day nie zapomnę do końca życia. Wielka czerwona flaga utworzona przez nas fanów, podobnie jak 4 lata temu, pojawiła się na chorzowskim stadionie. Mimo że zespół spodziewał się tego co zobaczy w tym roku, efekt końcowy przerósł jego oczekiwania. To co tych 4 gości zrobiło na Stadionie Śląskim 6 sierpnia nie potrafię opisać słowami. Jestem pewna, że przy następnej trasie nie ominie Chorzowa a moja bateria pozytywnej energii zostanie ponownie naładowana.


Na każdej trasie koncertowej u2 zaskakuje nas swoimi pomysłami, pokazują coś nowego i niesamowitego tak jak i w tym roku. Koncert w Pasadanie określa się największym wydarzeniem "rock show" w historii. Nie wiadomo ile dokładnie ludzi będzie mogło zobaczyć koncert U2, wiem jednak na pewno, że Polska nie weźmie w nim udziału - kogoś to dziwi ? Bo mnie nie :( Kraje, w którym można będzie obejrzeć U2 na żywo to: Australia, Brazylia, Kanada, Francja, Indie, Irlandia, Izrael, Włochy, Japonia, Meksyk, Holandia, Nowa Zelandia, Korea Południowa, Hiszpania, Wielka Brytania i USA.


źródło: Nagranie własne