niedziela, 8 listopada 2009

Jedyny taki ojciec na świecie

O tej wspaniałej historii dowiedziałam od znajomego i od razu wiedziałam, że jest to świetny temat na mojego bloga. Po jej usłyszeniu po prostu wcisnęło mnie w fotel. Czy myśleliście kiedyś o wzięciu udziału w maratonie? Ja chowam głowę nawet, kiedy słyszę o Biegu Skrzata organizowanego w szkole. A co powiecie na prawdziwy maraton, pchając przy tym wózek inwalidzki z dorosłym człowiekiem?


Historia ta zdarzyła się w Winchester, Massachusetts kiedy w roku 1965 urodził się Rick Hoyt. Chłopiec w wyniku niedotlenienia mózgu, w trakcie wyjątkowo trudnego porodu, rodzi się sparaliżowany a jego mózg zostaje poważnie uszkodzony. Lekarze wiedzieli, że dla Ricka nie ma nadziei na normalne życie. Mówili, że chłopiec nie będzie mógł kontrolować ani swojego ciała ani umysłu. Rodzice nie dali jednak za wygraną. Ojciec Ricka -Dick był przekonany że Mózg syna pracuje ponieważ ewidentnie reagował na otoczenie. 10 lat później Dick zabrał swojego syna na uniwersytet, w którym faktycznie udowodniono pracę mózgu chłopaka. Jakiś czas później Rick mógł kontaktować się z otoczeniem. Specjalny system komputerowy pozwalał Rickowi na rozmowę przy niewielkich ruchach głową. Można sobie tylko wyobrazić jak diametralnie zmieniło to życie całej rodziny. Po pewnym czasie Rick zaczął chodzić do szkoły. Rodzice starali się aby ich syn choć trochę poczuł, że jest zdrowym chłopcem.

Przygoda Ricka i Dicka zaczęła się od biegu charytatywnego organizowanego przez szkołę na rzecz sparaliżowanego kolegi, który uległ ciężkiemu wypadkowi. Rick nie musiał długo namawiać ojca aby wystartować w biegu. Dick biegł pchając wózek inwalidzki swojego syna trasą maratonu i razem udało im się go ukończyć. Po tym wydarzeniu syn powiedział Dickowi, że czuł się całkowicie pełnosprawny, jakby on sam pokonał maraton. Te słowa na zawsze zmieniły życie ojca. Trzeba wiedzieć, że Dick wcale nie był wysportowanym i wygimnastykowanym człowiekiem, wręcz przeciwnie. Ale czego Dick nie zrobiłby dla swojego syna? Codziennie znalazł czas na to aby poćwiczyć. Często pokonywał z synem długie trasy na rowerze, w biegu albo wspinaczką po górach, wszystko po to aby syn poczuł się normalnie. W miarę upływu czasu wspaniały duet, był gotowy na prawdziwy maraton. Był rok 1979 kiedy razem wystartowali w Bostońskim Maratonie. Byli dla siebie źródłem energii, dopingu i motywacji. Cały czas łapali okazje do tego aby pobiegać. Upłynęło 5 lat intensywnie spędzanego czasu na maratonach. W końcu przyszedł czas na prawdziwe wyzwanie - triatlon, czyli bieg, pływanie i jazda na rowerze. Jak to możliwe? Mało kto odważy się przepłynąć samemu 4 km, 42 km biegu i 180 km na rowerze. Dick wraz z synem zrobił to 216 razy !! Podsumowując ich osiągnięcia w 2008 roku, dochodzą do tego jeszcze 25 duatlony, 66 maratony i 26 Bostońskich maratonów . Dziś Dick Hoyt ma wspaniałą kondycję, której zazdrości nie jeden 69 letni człowiek.

Ta historia po prostu zwala człowieka z nóg. Aż głupio się robi kiedy pomyślę sobie jak wielu rzeczy mi się nie chcę, z ilu rezygnuję albo wydaje mi się, że nie jestem w stanie zrobić - za to powinnam dostać porządnego kopniaka. Wielki ukłon w stronę Dicka i Ricka. Takiego ojca tylko pozazdrościć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz